Czcigodny Panie,
Pański niewątpliwy geniusz brydżowy nie oznacza, że ma Pan prawo pokpiwać
sobie z nas - zwykłych brydżystów. Proszę wyjaśnić jak jest możliwe, by
Messalina z ręką:
A W 10 xnie próbowała po otwarciu 1BA spytać się o starszą czwórkę odzywką 2
10 x x
x x x
K x x
Odpowiadam:
Już boski August zabronił stosowania wszelkich konwencji, a jego następca Tyberiusz rozkazał spalić wszystkie zwoje z opisami metod licytacyjnych sprzecznych z Rzymskim Treflem (nie mylić ze współczesnym systemem o tej samej nazwie).
Cesarz Klaudiusz miał zbyt wielkie poważanie dla swego Dziadka, by anulować te dekrety. Trzeba więc było czekać aż 19 wieków.
Tak właśnie zatytułowałem niniejszy artykulik, gdy rozpocząłem jego pisanie w roku... bodaj 10 lat temu. Niech Czytelnik zechce teraz zastopować, i - po przeczytaniu przypisku - odpowiedzieć na pytanie: kogo? co? miałem na myśli.
Oczywiście to względem czego jesteśmy "przed" bądź "po" (atoli nie jednocześnie), czyli - partię. Tytuł "Precz z partią" nie mógł się wówczas pojawić nawet w publikacji brydżowej (Cenzura nie przepuściłaby tak groźnej a podejrzanej dwuznaczności); postanowiłem więc ułatwić życie redaktorowi naczelnemu i od razu skonfiskować co trzeba.
Jeśli kto myśli że żartuję, niech wysłucha anegdoty z życia studentów matematyki Uniwersytetu Warszawskiego:
Co roku urządzali sobie pieszy rajd górski, i co roku dla zabawy opatrywali go tytułem "Jubileuszowy". Był więc: I Jubileuszowy Rajd Matematyków, II Jubileuszowy Rajd Matematyków, III, IV,...itd.
Zabawa ta była być może zainspirowana wydaną w Rosji ze 100 lat temu
książeczką pt "Toasty wygłoszone przez Jego Cesarską Wysokość podczas wizytacyj
pułków szwoleżerów". Treść była raczej monotonna:
Piję zdrowie pierwszego pułku szwoleżerów. Piję zdrowie drugiego pułku
szwoleżerów. etc. Książeczka została ponoć skonfiskowana.
Studentom rajdu jednak nie skonfiskowano, chociaż co roku musieli (oczywiście) zatwierdzać w Cenzurze projekt rajdowej plakietki.
Tak było aż do roku 1974, kiedy to nieoczekiwanie zażądano skreślenia słowa "Jubileuszowy". Studenci zmienili czemprędzej "Jubileuszowy" na "Niejubileuszowy", co... też odrzucono.
Po prostu - upłynęlo akurat 30 lat od powstania PRL, i wszelkie pochodne słowa "jubileusz" były przez KC PZPR zarezerwowane.
Dziwnym trafem przeoczono jednak nieustanne szastanie słowem "partia" przez brydżystów. A może nie przeoczono ? Kto wie o ile wzrosłyby dotacje, gdyby PZBS przerzucił się na staroświecki odpowiednik "mansza".
Aż tyle o genezie tytułu, a teraz do rzeczy. Brydżowej.
W grze robrowej jest ich aż 256 ! (my - 30 na partię, oni - 60 na robra; my - 70 na robra, oni - 20 na partię; itp). Gdyby zechcieć zachować je wszystkie, to komplet pudełek do gry liczyłby 1024 sztuki (4 * 256); jasne więc było, że trzeba dokonać znacznej redukcji.
Nie ulega wątpliwości, iż wielu brydżystów - z żalu za traconą różnorodnością - postulowało wówczas zachowanie chociaż jednego "stanu częściowego" - np 40 na partię i 60 na robra. Zwyciężyła ostatecznie prostota, i mamy 2 stany: "przed partią" i "po partii".
Nie doszło do żadnego zauważalnego zubożenia gry. Dlaczego ? Po pierwsze - brydż jest grą bogatą. Śmiem twierdzić, że nawet za bogatą. Wytrzymałby jeszcze wiele uproszczeń, i nadal byłby niemal tak samo atrakcyjny.
Po drugie - w każdym stanie zapisowym (także częściowym) brydż jest w zasadzie ten sam. Zmienia się nieco tylko licytacja, i to raczej tylko kalkulacyjnie (porównanie zysku i straty).
Nasi dziadowie postąpili więc mądrze. Uprościli grę (nie zużając zbytnio jej istoty), dzięki czemu i im grało się przyjemniej i brydż zyskał na popularności.
Kto wie ? czy jednak nie lepszy byłby brydż ze stanami "0 na partię"
i np "40 na partię". W każdym razie nic nie stoi na przeszkodzie, aby to
wypróbować ! Można przecież zrobić turniej z ogłoszeniem, że pudełkowe
"po partii" oznacza "40 na partię" (albo coś innego).
Więcej śmiałości! Więcej urozmaiceń! bawmy się!
Ale dlaczego w ogóle nie znieśli zróżnicowania "przed" "po"?! Z pewnością - wobec tak długiej tradycji partyjnej - nie mieli odwagi. Dzisiaj jednak można już śmiało rzucić hasło:
Precz z partią !
Nie ulega wątpliwości że w dzisiejszym brydżu partia to tylko zawracanie głowy! Ciągle trzeba tylko zwracać na nią uwagę (kto po? kto przed? zapis) zamiast skupić się nad tym co w brydżu jest i ciekawsze i przyjemniejsze.
Nie potwierdziły się przewidywania (nie moje!), że przyszłość licytacji leży w zróżnicowaniu systemów ze względu na "stan zapisowy". Zróżnicowanie nadal ogranicza się do drobnych korekt, a o systemach specjalnych niemal nie słychać.
Porzucenie partyjności uwolni nas od skupiania uwagi na aspektach proceduralno-technicznych, a zaoszczędzona energia umysłowa pozwoli
Ba - ktoś powie - może to i racja, ale skoro cały świat jest partyjny...
To co z tego ! Przecież ktoś musi zacząć, aby coś się zmieniło.
Dlaczego nie mamy zacząć właśnie MY ?
Zróbmy - dla zabawy chociaż - jeden turniej dla bezpartyjnych !
Pod takim samym tytułem ujawniłem ongiś (1982, PiKier 10), że w polskim wydaniu Prawa Brydżowego 1975 jest mnóstwo dodatków autorstwa PZBS ! i że nie są sygnowane jako pochodzące od PZBS !
Wyliczyłem to wszystko - podkreślając koszmarną nonsensowność niektórych
"usprawnień" - i po 8 latach doczekałem się polskiego wydanie nowego Prawa
Brydżowego 1987, w którym jest już dobrze.
- Ale nie jest bardzo dobrze:
- Opuszczono dwustronicową listę Autorów i Sygnatariuszy (nie sądzę by obszerna lista nazwisk polskich była wystarczającą rekompensatą; nawet z podaniem nazwiska autora pięknej okładki).
- Opuszczono "Przedmowę do wydania angielskiego". (mimo że zawierała informację Copyright)
- Krótka "Przedmowa do wydania polskiego" (nb napisana niesłychanie niezdarnie) podaje fałszywie, że szybki Pomocnik Sędziego to pomysł Komisji Sędziowskiej PZBS.
- Opuszczono "Przedmowę do Prawa 1987"
- Opuszczono króciutki "Zakres stosowania Prawa". Jako ciekawostkę podaję, że nie ma w nim zdania, które było w poprzedniej wersji Prawa:
- Opuszczono obszerny Index ! (a przecież bardzo by się nam wszystkim przydał).
- W Przepisie 63A dodano (może i słusznie, ale niema tego w oryginale) punkt 4:
- Podaję poprawną treść Przepisu 73F2:
- Na zakończenie coś humorystycznego - fragment Przepisu 64A1: Gdy nastąpiło uprawomocnienie fałszywego renonsu:
Przepisy te nie są pomyślane, by zapobiegać nieetycznym praktykom, lecz raczej by naprawić nieumyślnie wyrządzone szkody.
Sens tego opuszczenia jest jasny i przykry: brydż przestał być grą dżentelmenów.
To wszystko nie skłoniłoby mnie jeszcze do sięgnięcia za pióro, gdyby nie to że jednak znalazłem ostatnio bardziej istotne przeinaczenia !
Nielegalne zwrócenie uwagi:
Fałszywy renons zostaje uprawomocniony, gdy nastąpiło naruszenie Przepisu 61B.
Gdy Sędzia stwierdzi, że niewinny gracz wyciągnął błędny wniosek z wprowadzającego w błąd komentarza, zachowania, tempa, itp przeciwnika, który - w trakcie takiego działania - mógł zdawać sobie sprawę, że z takiego zmylenia może odnieść korzyść, to Sędzia powinien orzec rezultat rozjemczy (patrz Przepis 12).
Proszę sprawdzić, że opuszczono frazę w trakcie takiego działania . Jest to dosyć istotne, bo przecież w ogóle to niemal każdy "zdaje sobie sprawę", ale w gorączce gry częstokroć o tym nie pamięta.
1. Gracz wykraczający bierze lewę z fałszywym renonsem i lewa, w której miał miejsce fałszywy renons została wzięta przez wykraczającego, [...]
Nie marnujcie jednak czasu na doszukiwanie się w tym jakiejś głęboko ukrytej subtelności. Po prostu zawinił Redaktor: pierwsza część zdania powinna być wydzielona jako informacyjny podtytuł.
pewien Chełmianin dowiedziawszy się z Talmudu, że Bóg chroni głupców, postanowił poddać się swoistej próbie rozumu. Wyskoczył oknem i... złamał nogę.
Jęcząc z bólu mówi do otaczających go Żydów:
- Kochani sąsiedzi! Zawsze wiedziałem, że jestem niegłupi. Ale nigdy nie przypuszczałem, że jestem aż taki mądry !
[ Horacy Safrin "Przy szabasowych świecach" ]
Ja również poddałem się niechcący takiej próbie - wystąpiłem jako expert w Konkursie Przeglądu Brydżowego (2/1991) i uzyskałem 250 punktów na 500 możliwych, wyprzedzając drugiego (od końca) experta o kilka długości licytacyjnego przeskoku, konkretnie o 195 punktów !!
Szanowni Czytelnicy! Zawsze wiedziałem, że znam się na licytacji. Ale nie przypuszczałem, że nawet wówczas - po tylu latach owocnej pracy Pionu Metodyczno-Szkoleniowego PZBS - tak znacznie wyprzedzam resztę experckiej czołówki.
Tu obszerna dygresja. Jeśli w niniejszym felietonie słowo "expert" jest
pisane "ekspert", to wiedzcie że nastąpiła brutalna ingerencja KKPBiT (Komisji
Kontroli Prasy Brydżowej i Turniejów), która rzecz jasna zna normy pisania
po polsku, które to stwierdzają stanowczo, że litery Q V X w polskim
języku NIE ISTNIEJĄ. A jeśli istniały ongiś, to jako obrzydliwie kosmopolityczny
wtręt do naszego szlachetnego języka.
Ongiś jednak inteligencja była inteligencją - znała conieco łacinę,
kulturę klasyczną, języki - i poczuwała się do pewnej więzi z Uniwersum.
Tymczasem Parweniuszom Awansu 1944-1950 (i ich dzieciom) wszystko to było
obce i nienawistne, a opanowanie tak dużej ilości liter wydawało się zadaniem
ponad siły. Cóż więc prostszego jak zadekretować nieistnienie.
Tu subdygresja. Napisałem "ilość", mimo iż powszechnie "wiadomo", że
mówiąc o czymś przeliczalnym należy pisać "liczba", rezerwując "ilość"
dla substancji nieprzeliczalnych. Ciekawe, że jedynymi osobami, które o
tym nie wiedzą są akurat matematycy. Znają oni różne rodzaje liczb (naturalne,
wymierne, zespolone,...), a słowo "ilość" stosują zgodnie z jego naturalnym
znaczeniem, tj w odpowiedzi na pytanie "ile ?". To "wiadomo" jest oczywiście
jedną (z wielu!) idiotycznych NORM wydumanych przez naszych Parweniuszy.
Jeśli nie wierzycie, zajrzyjcie do bardzo starych podręczników. Koniec
subdygresji.
Niniejszym dekretuję więc istnienie liter Q V X. Ale tylko dla
mnie! Każdy z Was ma prawo pisać jak mu się podoba, i wara od tego wszelkim
instytucjom, urzędom, redakcjom. Autor wie lepiej ! a każdy dekretujący
socjalista jest superzłodziejem ! [głęboko słuszne spostrzeżenie JKM (zgadnijcie
kto to taki)]. Koniec dygresji.
Moje wypowiedzi w Konkursie były odrobinę lakoniczne. Jest to dobra
strategia, bowiem już klasyczna "Psychologia Tłumu" [ Gustaw Le Bon, 1899
] stwierdza wyraźnie, że tłum nie posługuje się logiką. Wszelkie dowodzenie
wywoła więc tylko irytację, odruch przekory i podejrzliwość (Ten to musi
być niezłym krętaczem, skoro tyle gada). Należy stwierdzać zdecydowanie:
Tak jest, i basta !. Mądrej głowie dość dwie słowie, a do pustego i
Salomon nie naleje. Tymbardziej że Księga Przypowieści już się ukazała,
więc po co Salomon ma tracić czas na wyjaśnianie oczywistości.
Wszelako nie ma w Księdze niczego czym można by uzasadnić konieczność
spasowania w poniższej sytuacji meczowej:
| W | N | E | S |
| 1 |
2 |
2 |
pas |
| 3 |
pas | ? |
(2
forsowało)
Ręka E:
K W 9 8 4
5
W 10 7 5
K D 10
więc muszę dodać przypowieść:
Mądry, gdy przesadził w zapalczywości swojej - pasuje, ale głupi nie kocha się w roztropności.Większość Expertów przyznała, że E "przesadził w zapalczywości swojej", a rachunek wykazuje że przesada wynosi "bez jednej". Więc: 2
Dlaczego więc Experci nie pasują? Dlaczego nie kochają się w roztropności?
Otóż wykoncypowali sobie, że 3
jest forsujące!? (mimo iż nie było
oznaczone jako "forsujące" ani w problemie ani w systemie), i nawet nie
próbują uzasadnić - dlaczego? Forsujące i już.
A zresztą - gdyby nawet było forsujące, to znacznie częściej dalsza
licytacja zakończy się wpadką za 300 niż wygraną końcówką za 400.
Mądry więc roztropnie pasuje, a jeśli stwierdzi że partner miał:
A xto wargi jego sieją umiejętność:
A K x x x
x
A W x x x
Sforsowałem Ciebie! a nie siebie. Masz więc licytować normalnie: ze
słabą ręką nisko, a z silną ręką wysoko - bylebyś nie spasował. Powtarzam:
siebie nie sforsowałem! więc Twoją odzywkę mogę wypasować.
i dostaje wprawdzie za swą mądrość zaledwie 10 punktów na 100, ale:
Daleko lepiej jest nabyć mądrości niżeli złota najczystszego, a roztropności
lepiej niż srebra.
to oczywiście (oczywiście moim zdaniem) pytanie o asy Blackwooda, a jednym z argumentów jest przygoda pary Cichoń-Sławiński w 1981:
Umówiliśmy się na krótki kongres brydżowy w Krakowie, systemem Lambda.
Jak wiadomo, jest to system naturalny z odrobiną wstępnych sztuczności
w inicjacyjnej fazie licytacji.
Nie potrzebne więc były żadne wcześniejsze treningi; należało uzgodnić
tylko - co to jest "naturalność".
Ponieważ PiKiera 9 jeszcze nie było, wysłałem serię listów ze szkicem
Naturalnego Stylu Licytacji: Dyrektywy, Esperanto, Reksio,... i oczywiście
- bez żadnych konwencyj ! a zwłaszcza konwencyj szlemowych.
W licytacji poszło nam świetnie. Sprawdziło się, że każdy inteligentny
brydżysta ma wrodzone wyczucie Naturalnego Stylu Licytacji, conajwyżej
skażone wieloletnią indoktrynacją konwencjami.
Andrzej Cichoń licytował więc wspaniale, ale w trzech rozdaniach poczuł
się nieco zgubiony w strefie szlemowej (Blackwood indoktrynuje najsilniej,
więc jego brak stressuje), i w efekcie graliśmy trzy szlemiki bez dwóch
asów.
Nie przeszkodziło to wcale w wygraniu tych szlemików!
Jeśli bowiem szlemik jest w wyniku licytacji (naturalnej!) nieco przesadzony,
to na ogół jest 12 lew z góry.
A ściągnięcie na wiście dwóch asów wbrew pozorom wcale nie jest łatwe.
* * *
Przypomniałem sobie, że jednego szlemika przegrałem, bo... nie doliczyłem się atutów. W każdym razie - dzięki nieobecności Blackwooda ! - saldo było dodatnie.
*
Jeśli z tej samej przyczyny przegrałbym pozostałe 2 szlemiki, to nasi
publicyści-teoretycy uznaliby to zapewne za dowód przydatności Blackwooda
(bo wykazały to trzy rozdania AUTENTYCZNE).
Kongres Warszawski. Turniej teamów. Ostatni finał (najniższy). Ostatnia runda. Ostatni stół (grano na "dochodzenie").
Kiedy w pierwszym rozdaniu zaczęliśmy odstukiwać sztuczne odzywki (graliśmy
cały czas Lambdą), przeciwnik poprosił byśmy tego zaniechali. Zdziwiłem
się - dlaczego? - i wyjaśniłem, że wprawdzie nam na tym nie zależy, ale
po tylu godzinach nieustannego stukania nie jesteśmy w stanie spełnić ich
życzenia.
Usłyszeliśmy wówczas, że stukaniem możemy przekazywać sobie nielegalne
oczywiście informacje (tj po prostu - że możemy oszukiwać).
Oczywiście cisnęliśmy karty i odeszliśmy bez słowa.
*
Okazało się potem, że przeciwnicy byli w prawie, które uchwalono na
którejśtam kursokonferencji sędziowskiej PZBS, i które
tak właśnie uzasadniano.
Mojego oburzenia sędziowie nie podzielali.
Czy nasi brydżyści-wyczynowcy potrafią dobrze bilansować ?
Czy wogóle potrafią bilansować ?
Nie jest to bynajmniej pytanie heretyckie, bo można zupełnie znośnie licytować bez tej umiejętności. Po prostu - po rozegraniu 100 000 rozdań wie się już na pamięć, co z daną kartą w danej sekwencji można zdziałać:
Jakkolwiek jest naprawdę (a może któryś mistrz zdradzi tajniki warsztatu
?), nie sądzę by w tej materii dorównał ktoś Krzysztofowi Moszczyńskiemu:
Onże grając ongiś w jakiejś kadrze szepnął do kibica:
Jeśli zalicytują 4
, to skontruję.
Zalicytowali - o dziwo - 6
. Po wpisaniu do protokółu "bez trzech
z kontrą" Moszczyński stwierdził z dumą: Widzisz jaką mam ocenę!
Dlaczego Hannibal (nawiasem pisząc - doskonały brydżysta) przeprawiał się przez Alpy? Dlaczego nie poszedł brzegiem Morza Śródziemnego?
Przeczytałem z kilkanaście podręczników historii starożytnej, ale nigdzie,
powtarzam - nigdzie, nie spotkałem cienia zainteresowania tą kwestią.
Przeszedł przez Alpy. Stracił mnóstwo żołnierzy. Stracił prawie wszystkie
słonie. I już.
Ostatnia moja nadzieja to brydżyści.
Znany gracz - Jakubowski z Łodzi - spóźnił się kiedyś na Turniej Indywidualny w Kongresie Warszawskim. A ponieważ stał już nieźle w klasyfikacji długofalowej, a w pobliżu ja akurat wyciągałem karty do pierwszego rozdania - stało się. Odtąd grał Jakubowski, a ja mu kibicowałem.
Rychło spostrzegłem, że stosuje on przepiękną konwencję polegającą na wchodzeniu, gdzie się tylko da, odzywką 1BA z rękami typu:
K x D x x x x x x W x x x x x x x A 10 x x x D x x x x W x x x x x x x x D W x xPo kontrze uciekał oczywiście w kolor swojego "longera", czego już podejrzliwi przeciwnicy (podejrzewali że ma longera) oczywiście nie odważali się skarcić.
Nie licytacja była jednak źródłem zysków, lecz wist. Przeciwnicy uparcie zakładali, że siłę też ma nie "honorową", lecz honorową - co tragicznie kończyło się dla ich impasów, wpustek i przymusów.
Ale - trafiła kosa na kamień. Z lewej 1
, a z prawej - bezczelny przeciwnik
zajmuje Jakubowskiemu 1BA...
Rozwiązanie było rewelacyjnie proste: kontra, a po rekontrze ucieczka
w 2
.
KONIEC
Łukasz Sławiński
[ ------ ] [Ustawa z 31 VII 1981 o kontroli˙ publikacji i widowisk art. 3 pkt. 3 (Dz.U. nr 20 poz. 99 zm.: 1983 Dz.U. nr 44 poz.204) ] Autentyczne.
PRL = Polska Rzeczpospolita Ludowa
KC PZPR = Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej
PZBS nie zna zasady rozdziału władz:
Zarząd nie tylko rządzi, ale uchwala i sądzi.
Prezes PZBS wstawia np. w każdym regulaminie klauzulę:
Interpretacja należy do Zarządu PZBS - i interpretuje.
Sędziowie z kolei raczą uchwalać prawa.
Wiadomo - oni wszyscy znają się na wszystkim.
I kochają totalitaryzm.
Wyjaśnienie dla idiotów:
Nie złodziej, ale - z miasta Łodzi.˙